Logo
  ::::::::::::::::::::::::::::::::::::
   - Archiwum
  ....................................
  ::::::::::::::::::::::::::::::::::::
   - Historia parafii
   - Historia kościołów
   - Cmentarze
   - Figurki
   - Nasza patronka
   - Księża
   - Do parafii należą
   - Rejony
   - Msze św.
   - Odpusty
   - Nabożeństwa
  ....................................
  ::::::::::::::::::::::::::::::::::::
   - O kancelarii
   - Informacje
     kancelaryjne

  ....................................
  ::::::::::::::::::::::::::::::::::::
   - Poradnia rodzinna
   - Artykuły
   - Galeria
   - Zawichost dawniej
   - Film
   - Linki
  ::::::::::::::::::::::::::::::::::::
   - Czytania
     na dzień dzisiejszy

   - Zapowiedzi
   - Ogłoszenia
     parafialne

  ....................................
   - Kontakt
 

top Wincenty Mieczysław Michałowski

Wincenty Mieczysław Michałowski     Ojciec urodził się w Siedlcach w rodzinie inteligenckiej. Jego mamą była Wiktoria z Byszewskich herbu Habdank, urodzona w Sekule k. Siedlec, ojcem Edward herbu Trzaska, wywodzący się z okolic Parczewa, pracownik sądownictwa w Warszawie.

     Był drugim synem Wiktorii, młodszym o 6 lat od brata Edwina, późniejszego ułana walczącego z najazdem bolszewickim, a w latach międzywojennych urzędnika skarbowego oraz właściciela biura sprzedaży nieruchomości "Wygoda" w Lublinie (zmarł w Lublinie w r. 1963). Szkołę powszechną oraz ósmą klasę Gimnazjum Państwowego w Siedlcach Ojciec ukończył w r. 1919, zaś w r. 1923 Średnią Szkołę Leśną w Warszawie.

     Od 1 sierpnia r. 1917 do października r. 1918 pełnił czynną służbę w Polskiej Organizacji Wojskowej, m.in. w powiecie sandomierskim, należąc do Oddziału Bojowo-Konspiracyjnego i przyjmując pseudonim "Mściciel". W tym samym czasie brał również aktywny udział w pracy niepodległościowej w Zawichoście w ramach Towarzystwa "Piechur" pod dowództwem Henryka Łukasiewicza. W r. 1919 został wysłany przez Ministerstwo Spraw Wojskowych do Paryża w składzie delegacji rządowej na rozmowy z Amerykanami w sprawie przejęcia od nich amunicji i samochodów dla armii polskiej. W lipcu 1920 roku Ojciec wstąpił ochotniczo do Jazdy Partyzanckiej majora Dąbrowskiego, broniąc polskiego Wilna. W tym samym roku powołany został do 22. Pułku Piechoty w Siedlcach, biorąc udział w walkach z Armią Czerwoną.

     Po zakończeniu wojny pełnił służbę w 1. Dywizji Artylerii Konnej, skąd został przeniesiony do rezerwy w stopniu bombardiera. W lipcu r. 1932 powołano Ojca do Szkoły Podchorążych Piechoty nr 2 w Biedrusku i w tym samym roku awansowano na stopień podporucznika.

     W r. 1924 Ojciec został przyjęty do pracy jako leśniczy w Dyrekcji Lasów Państwowych w Białowieży, a następnie pracował w Nadleśnictwie Suchedniów (Leśnictwo Błoto i Ostojów), Nadleśnictwie Tatarów nad Prutem (Leśnictwo Jabłonica), Leśnictwie Supraśl k. Białegostoku i powtórnie w Dyrekcji Lasów Państwowych w Białowieży. Obok pracy zawodowej był działaczem Związku Harcerstwa Polskiego i brał udział w jamboree w Belgii.

     Mieszkając z Babcią Wiktorią w Zawichoście bądź u stryjostwa w Lublinie (moja Mama Helena zmarła wkrótce po moim urodzeniu), z reguły miesiące letnie spędzałem z Ojcem w różnych częściach kraju. Były to niezwykłe podróże. Do miejsc położonych z dala od większych miast, najczęściej wśród rozległych lasów w Karpatach Wschodnich i na błotnistym nizinnym Polesiu - w mojej "małej Ojczyźnie".

     Początek wojny zastał nas kilkadziesiąt kilometrów od stolicy województwa, Brześcia nad Bugiem. Ojciec jako oficer rezerwy był zobowiązany zgłosić się w punkcie mobilizacyjnym. Nikogo tam jednak nie zastał i po kilku dniach wrócił. Radio donosiło o ciężkich walkach z Niemcami gdzieś daleko od nas. Zaczęły jednak do nas dochodzić niepokojące wieści o napadach na sąsiednie leśniczówki, rabunkach i prześladowaniach polskiej służby leśnej przez miejscową ludność podburzaną przez bolszewickich agentów. Ruszyliśmy więc w drogę do Lublina. Ojciec załadował na rower trochę najpotrzebniejszych rzeczy. Do ramy przymocował krzesełeczko, na którym jechała 4-letnia Alinka, córka naszej gosposi Stanisławy Gil. Ojciec na zmianę z panią Stasią pchali rower, a ja z moim stryjecznym bratem Mietkiem, o 6 lat starszym ode mnie, wlekliśmy się z tyłu. Z tej wędrówki pamiętam piaszczyste, często śródleśne drogi, noclegi w mijanych z rzadka polskich domach i drewniany most na Bugu w Brześciu, chroniony przez żołnierza w zielonym mundurze, w hełmie i z dużą srebrzystą blachą na piersi. Był to pierwszy spotkany Niemiec. Po krótkim pobycie w Białowieży dojechaliśmy wreszcie pociągiem towarowym do Lublina. Już po kilku dniach zjawiłem się u mojej ukochanej Babci w Zawichoście, natomiast Ojciec został w Lublinie i poszukiwał pracy. Około połowy kwietnia r. 1940 Babcia otrzymała zwrot kartki pocztowej wysłanej do Ojca. W poprzek odkrytki biegł czerwonym atramentem napis w języku niemieckim, który po przetłumaczeniu informował, że adresat został rozstrzelany. Babcia zemdlała. I tak, mając zaledwie 9 lat, zostałem zupełnym sierotą. Mogłem tylko liczyć na Babcię i stryjostwo w Lublinie.

     Wiele lat po wojnie, kiedy nazwisko majora Henryka hr. Dobrzańskiego "Hubala" i historia Oddziału Wojska Polskiego, którym dowodził, nie była już tabu, sięgnąłem do dostępnych opracowań popularnych i naukowych, książek (m.in. W. Okoń "Mój dwudziesty wiek" Ossolineum 1983, B. J. Serdelski "Lasy nasiąkłe krwią" Radom 1966), dokumentów sądowych i relacji świadków tej zbrodni. Kilkakrotnie udawałem się z żoną Alicją do wsi Szałas koło Odrowąża w woj. świętokrzyskiem, gdzie Ojciec 8 kwietnia 1940 roku został wraz z 63 mieszkańcami tej wsi rozstrzelany przez oddział Selbstschutzu (formacja złożona z niemieckiej mniejszości w Polsce i znająca nasz język) oraz esesmanów 8 lub 11 pułku Totenkopfverbande. Był to odwet za działalność partyzancką majora Hubala, wspomaganą przez miejscową ludność. Jak opowiadał nam naoczny świadek tej zbrodni, Ojca wraz z drugim leśniczym Wroną i gajowym Gomułą oraz jego 18-letnim synem Julianem Niemcy postawili przed drewnianą ścianą domu i rozstrzelali pociskami zapalającymi. Spłonęły nie tylko zabudowania, ale i ciała ofiar. Na cmentarzu w Odrowążu znajdują się ekshumowane prochy pomordowanych oraz pomnik im poświęcony. Ojciec współpracował z oddziałem Hubala, co było zrozumiałe. Był przecież patriotą i oficerem.

     Nie był to długi okres działalności Ojca na tym terenie, bowiem został skierowany do pracy w Szałasie przez Dyrekcję Lasów w Radomiu (Nadleśnictwo Bliżyn) niewątpliwie po 2 lutego, tj. po aresztowaniu przez gestapo swojego poprzednika leśniczego Wacława Biedrzyckiego, zamęczonego po kilku dniach w kieleckim więzieniu.

     Do dzisiaj starzy mieszkańcy odbudowanej ze zgliszcz wsi Szałas pamiętają mojego Ojca, którego nazwisko figuruje na pomniku poświęconym ofiarom niemieckiej zbrodni.

     Kilka lat temu z inicjatywy Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w ściany kościoła na Cmentarzu Unickim w Lublinie wmurowane zostały tablice z nazwiskami poległych w obronie Ojczyzny. Jest wśród nich tablica poświęcona mojemu Ojcu, a także Piotrowi Szczemirskiemu, Ojcu mojej żony, rozstrzelanemu w wileńskich Ponarach. W czasie uroczystego nabożeństwa celebrowanego przez arcybiskupa Bolesława Pylaka dokonałem ich odsłonięcia.

Czesław Michałowski