|
Cmentarz choleryczny pod Zawichostem
Napisana
przed laty przez
Henryka Łukasiewicza jednego z dawniejszych mieszkańców
naszego
miasta "Historia Zawichosta w zarysie"
wśród wielu
informacji zawiera również wzmiankę o tym, że w roku 1666
miał
miejsce w Zawichoście wielki pożar oraz jakaś zaraza zwana
wówczas morowym powietrzem, na którą zmarło
wówczas wielu mieszkańców miasta. Zmarłych
pochowano na
niewielkim wzgórzu wznoszącym się po zachodniej stronie
wiodącej
do Sandomierza szosy a nadwiślańską kępą. Wzgórze to odtąd
nazywa się cmentarz choleryczny choć żadnych znamion cmentarza nie nosi
i tylko otoczone jest prostym płotem, a także porośnięte jest
różnymi zaroślami.
Z czasem z wzgórzem tym zaczęto wiązać
różne
legendy i opowieści o różnych tajemniczych zjawiskach, jak
np. o
widywanym w blasku księżyca szwadronie jeźdźców czy o
pojawiających się nocami ognikach migocących właśnie w tym miejscu.
Budziło to zrozumiałe przerażenie wśród
mieszkańców
miasta, wzywano nawet księdza, ale jego poczynania też nie skutkowały,
a światełka znikały dopiero o określonej porze nocy.
W roku 1916 gdy Zawichost znalazł się w zaborze
austriackim,
na wzgórzu tym zaborcy wybudowali żelbetonowy bunkier mający
powstrzymać przewidywany atak Rosjan co jednak nigdy nie nastąpiło i
wzgórze w swej dotychczasowej postaci istniało nadal.
Po II wojnie światowej czynione były próby
nadania temu
miejscu jakiegoś godniejszego wyglądu. Postawiono nawet dość wysoki
krzyż i na tym się skończyło, zaś nie trzebione krzewy i zarośla
porastają to miejsce coraz bardziej, czyniąc je niedostępnym, co widać
dobrze z drogi jeśli się tam zawędruje. A jak będzie dalej? Trudno
powiedzieć.
Na podstawie znanych
dotychczas danych opisał
Michał Starzyk - Zawichost, Głęboka 10
|